Greenwashing – „ekościema” i dezinformacja klimatyczna
Ekspertka ds. przeciwdziałania greenwashingowi, prezeska ESG Impact Network Aleksandra Majda podkreśliła, że do tej pory greenwashing był definiowany jako rodzaj komunikacji marketingowej przedsiębiorstwa, która opiera się na fałszywych lub wprowadzających w błąd deklaracjach dotyczących zgodności produktu lub działalności firmy z zasadami ochrony środowiska.
Mówiąc wprost, greenwashing to taka „ekościema” i dezinformacja klimatyczna, choć w czasach ESG tę definicję można rozszerzyć także o kwestie społeczne, a nie tylko środowiskowe. Jeśli zaś popatrzymy z perspektywy prawa, to jest to po prostu nieuczciwa praktyka rynkowa i działanie godzące w zbiorowe interesy konsumentów, czyli nas wszystkich
– wskazała.
Historia terminu „greenwashing”
Zauważyła, że choć zjawisko greenwashingu istniało już od lat 50., 60., to samo sformułowanie obchodzi w tym roku czterdziestolecie – w 1986 roku użył go w swoim eseju ekolog Jay Westerfeld. Podczas pobytu w jednym z hoteli zobaczył tabliczkę w stylu: „nie każ nam prać codziennie swoich ręczników, w ten sposób chronimy naszą planetę” i uznał, że to jest ściema i działanie nastawione na efekt ekonomiczny, a nie ekologiczny.
W sytuacji, kiedy hotel zużywa energię, duże ilości wody, marnuje jedzenie, a goście przylatują do niego samolotami, to samo niepranie ręczników ma minimalny bądź wręcz zerowy pozytywny wpływ na planetę
– wskazała.
I dodała, że nawiązując do słowa „whitewashing”, Westerfeld stworzył termin „greenwashing”, czyli wybielanie się przez „wyzielenianie”.
Zarzuty UOKiK dla dużych firm
Niedawno prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) postawił zarzuty spółkom Bolt, Tchibo oraz Zara w związku z podejrzeniem stosowania tzw. greenwashingu. Firmy te miały posługiwać się ogólnikowymi hasłami o bezemisyjności, zrównoważonym rozwoju czy recyklingu, nie podając przy tym rzetelnych danych ani skali swoich działań.
UOKiK zaapelował jednocześnie do konsumentów o ostrożność wobec ogólnych „zielonych” haseł i zwracanie uwagi na konkretne dane, zakres deklaracji oraz realne znaczenie certyfikatów.
Kary za greenwashing
Powołując się na przepisy ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, Aleksandra Majda zwróciła uwagę, że maksymalna kara, jaką prezes UOKiK może nałożyć za greenwashing, to 10 proc. rocznego obrotu firmy za każdy potwierdzony zarzut i dwa miliony zł kary na osobę zarządzającą przedsiębiorstwem.
Ta ustawa oraz ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym dają podparcie prawne UOKiK-owi, żeby stawiać te zarzuty, które ostatnio postawił siedmiu dużym firmom
– wskazała.
Ekspertka zwróciła uwagę, że ostatnie zarzuty UOKiK ws. greenwashingu są pierwszymi, gdzie prezes urzędu wymienił to słowo, mimo że to sformułowanie w polskim prawie nie funkcjonuje.
Nowelizacja przepisów i dyrektywa UE
Podkreśliła, że niedługo obie ustawy zostaną znowelizowane o zapisy unijnej dyrektywy „o wzmocnieniu pozycji konsumenta w procesie transformacji ekologicznej poprzez lepszą ochronę przed nieuczciwymi praktykami oraz lepsze informowanie” (dyrektywa 2024/825). Rozszerza ona katalog tzw. czarnych praktyk rynkowych, nieuczciwych w każdych okolicznościach o nowe pozycje, które pozwolą jeszcze lepiej zwalczać greenwashing, a firmom dadzą ścisłe wytyczne, czego nie wolno robić w tym aspekcie.
Ekspertka zauważyła, że z oceny skutków regulacji projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym wynika, że UOKiK w pierwszych 10 latach obowiązywania znowelizowanych przepisów spodziewa się nałożenia około 560 mln zł kar na przedsiębiorców z tytułu greenwashingu, a w samym 2027 r. ma to być ok. 50 mln zł.
Jesteśmy w przededniu rewolucji, która wymusi na firmach zupełnie nowy sposób komunikacji z konsumentem. Wszystkie sformułowania typu „eko”, „zrównoważony” czy „świadomy” oraz wszelkie emblematy, listki, słoneczka i inne nawiązania do natury będą właściwie zakazane dla firm, które nie będą umiały udowodnić swoich działań na rzecz ekologii
– wyjaśniła.
Greenhushing – „zielona cisza” kontra transformacja
Podkreśliła, że te rozwiązania powinny być wdrożone do polskiego prawa do końca marca tego roku, aby zaczęły obowiązywać najpóźniej do końca września.
Dla firm oznacza to ostatni dzwonek, żeby przeglądać to, co mają na stronach internetowych i na swoich opakowaniach oraz etykietach, zapewnić zgodność z przepisami oraz zadbać o odpowiednie dowody na poparcie swoich przekazów do konsumenta
– wskazała Majda.
Bardzo ważne jest podkreślenie, że w działaniach antygreenwashingowych nie chodzi o to, by biznes zaprzestał „zielonej” komunikacji, bo to może z kolei prowadzić do zjawiska „greenhushingu”, czyli długotrwałej, systemowej „zielonej ciszy”. Jest ona realnym i dużym zagrożeniem, które może stać się czynnikiem hamującym transformację
– dodała.
Greenwashing w UE – skala problemu
Starsza prawniczka w programie odpowiedzialnego biznesu w Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi Kamila Drzewicka przekazała, że w 2020 r. Komisja Europejska, przygotowując agendę mającą na celu wzmocnienie pozycji konsumentów, zrobiła badanie w UE. Wynika z niego, że 53,3 proc. zbadanych twierdzeń dotyczących ekologiczności było niejasnych, wprowadzających w błąd lub bezpodstawnych. Ponadto 40 proc. z nich było całkowicie bezpodstawnych.
Jak pokazują ostatnie postępowania wyjaśniające wszczęte przez UOKiK, naruszenia prawa konsumenckiego w tym zakresie występują w wielu branżach – od transportowej, przez spożywczą, po modową.
Niestety smutna prawda jest taka, że obecnie zabiegi greenwashingowe można zaobserwować w praktycznie każdej branży
– dodała Drzewicka.









