Kilka godzin po powrocie do Rzeszowa opowiedzieli o wszystkim w rozmowie z naszym reporterem Szymonem Tarandą. Jak mówią, jest jedna data, której nigdy nie zapomną.
28 lutego, kiedy jechaliśmy na lotnisko do Abu Dhabi, w połowie drogi dostaliśmy maila, że nasz lot został odwołany. Stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy w połowie drogi, pojedziemy na lotnisko i zobaczymy, co się dzieje. Niestety okazało się, że linia lotnicza odwołuje wszystkie loty
– wspomina Konrad.
Chaos na lotnisku i alarmy
Para zdecydowała się pojechać na lotnisko, licząc, że uda się znaleźć inne połączenie. Na miejscu panował jednak chaos i brakowało informacji. Z czasem sytuacja stała się bardziej niepokojąca.
Nagle zaczął dzwonić telefon. Pierwszy raz w życiu słyszałem, że telefon może wydać takie dźwięki. To był alert. Minęło jakieś 10–15 minut i usłyszeliśmy wybuch rakiety. Wystraszyliśmy się, nie wiedzieliśmy, co robić – dodaje Konrad.
Po kolejnych minutach słychać było następny huk, a służby lotniska zdecydowały, że przez pewien czas nikt nie będzie mógł opuścić terminala.
Czułem przerażenie i strach. Bałem się, że to, co spadło, uderzy w lotnisko, że jesteśmy celem – dodaje.
Walka o powrót do kraju
Kiedy sytuacja się uspokoiła, młode małżeństwo musiało na własną rękę szukać sposobu powrotu do domu.
Musieliśmy sami coś sobie zabukować i przenieśliśmy się do hotelu. Przez kolejne dni właściwie tylko sprawdzaliśmy loty, które się odbędą, a które będą anulowane
– relacjonuje Andżelika.
Ostatniego dnia udało się zabukować lot o godz. 15.00, a wylot był o 20.45. To był lot do Wilna. Nie zastanawialiśmy się, chcieliśmy po prostu stamtąd wylecieć – dodają.
Ulga po lądowaniu
Po przylocie na Litwę emocje zaczęły powoli opadać.
Stres trochę z nas opadł
– mówi Andżelika.
Na początku lotu cały czas myślałem, czy rakieta albo dron nie uderzy w samolot
– dodaje Konrad.
Z Wilna Andżelika i Konrad wrócili do Rzeszowa autokarem z przesiadką w Warszawie. Młode małżeństwo próbuje wrócić do codzienności.
Podjęliśmy decyzję, że przez dwa–trzy lata nigdzie nie latamy
– mówi Konrad.
Z Andżeliką i Konradem rozmawiał Szymon Taranda.








