Posłuchaj rozmowy
Młody ptak poza gniazdem nie zawsze potrzebuje ratunku
Widok młodego ptaka siedzącego na ziemi może sugerować, że wypadł z gniazda albo został porzucony przez rodziców. Nie musi tak być. W przypadku niektórych gatunków opuszczanie gniazda przez młode jest naturalnym etapem rozwoju.
Łukasz Lis podaje przykład uszatki. Młode tych sów przemieszczają się po gałęziach, czasami schodzą również niżej i głośno domagają się pokarmu. Człowiek może błędnie uznać takie zachowanie za sygnał, że ptak został pozostawiony bez opieki.
Więcej szkody robimy niż pożytku
– podkreśla biolog.
Jeżeli młodemu ptakowi nie zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo, najlepiej pozostawić go w spokoju. Jeśli natomiast znalazł się na ziemi, gdzie może zaatakować go pies lub kot, można pomóc mu znaleźć się w bezpieczniejszym miejscu, np. na gałęzi.
Podobna sytuacja miała miejsce w Rzeszowie, gdzie młode pustułki siedziały na parapecie. Mieszkanka była przekonana, że potrzebują ratunku. Tymczasem ptaki najprawdopodobniej po prostu czekały na rodziców. Zabranie ich oznaczałoby wyrwanie ich z naturalnego środowiska i oddzielenie od dorosłych osobników.
Ranne zwierzę – gdzie szukać pomocy?
Inaczej należy postępować, gdy zwierzę jest wyraźnie ranne lub osłabione. Zanim jednak zdecydujemy się działać, warto ustalić, z jakim gatunkiem mamy do czynienia i czego rzeczywiście potrzebuje. Szczególnie niebezpieczne może być przypadkowe karmienie młodych ptaków niewłaściwym pokarmem.
Pierwszą instytucją, do której można zwrócić się w sprawie dzikiego zwierzęcia, jest urząd gminy – wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Zwierzę może również trafić do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt. Na Podkarpaciu działają cztery takie placówki. Ich aktualną listę można znaleźć na stronach Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.
Lisy coraz częściej zaglądają do miast
Spotkanie lisa na osiedlu nie jest już szczególną rzadkością. Do miast przyciąga dzikie zwierzęta łatwo dostępny pokarm, wyższa temperatura oraz miejsca, w których mogą znaleźć schronienie i spokój. Dotyczy to nie tylko lisów – w pobliżu Rzeszowa pojawiają się również sarny, dziki, łosie czy bobry.
Lisów nie należy dokarmiać ani próbować do nich podchodzić. Warto także zabezpieczać pojemniki z odpadami. Resztki jedzenia przyciągają zarówno same lisy, jak i gryzonie, które stanowią dla nich pokarm. Trzeba też pamiętać, że każde dzikie zwierzę, jeśli poczuje się zagrożone, może zaatakować. Szczególną ostrożność powinni zachować rodzice małych dzieci oraz właściciele psów.
Jeża zostawmy w spokoju, sarenki nie dotykajmy
Jeże, choć wzbudzają sympatię, również są dzikimi zwierzętami. Jeśli zdrowy jeż spokojnie przemieszcza się po swoim terenie, najlepiej pozwolić mu iść dalej. Nie należy zabierać go do domu tylko dlatego, że pojawił się na naszej drodze.
Jeszcze ważniejsza zasada dotyczy młodych saren. Samotnie leżące koźlę najczęściej wcale nie zostało porzucone. Jego matka znajduje się w pobliżu i wróci. Dlatego należy jak najszybciej się oddalić i przede wszystkim nie dotykać zwierzęcia.
Nietoperz w mieszkaniu? Bez paniki
Nietoperz, który wleciał do domu, także nie jest powodem do paniki. Opowieści o nietoperzach wplątujących się ludziom we włosy można włożyć między bajki. Trzeba jednak pamiętać, że przestraszone dzikie zwierzę może próbować się bronić.
Jeżeli nietoperz nie wyleci sam, można nakryć go pudełkiem, wsunąć pod spód kawałek kartonu i w ten sposób bezpiecznie przenieść na zewnątrz. Najlepiej wystawić pudełko wieczorem lub w nocy i pozwolić zwierzęciu samodzielnie odlecieć.
Żółw czerwonolicy w stawie to nie niewinna ciekawostka
Innym problemem są zwierzęta, które w polskiej przyrodzie w ogóle nie powinny się znaleźć. Przykładem są żółwie ozdobne, w tym żółwie czerwonolice, które przez lata były popularnymi zwierzętami domowymi. Kiedy rosły albo zaczynały sprawiać właścicielom problemy, część z nich była wypuszczana do stawów i innych zbiorników.
Takie działanie może mieć poważne konsekwencje. Obce gatunki konkurują z rodzimymi zwierzętami, a dodatkowo mogą przenosić choroby i mikroorganizmy groźne dla miejscowej fauny. Problem dotyczy nie tylko żółwi, ale także m.in. szopów praczy, nutrii czy niektórych gatunków raków.
Jeżeli zauważymy w środowisku gatunek inwazyjny, należy poinformować gminę. Informacja jest następnie przekazywana do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, a samorząd powinien podjąć odpowiednie działania. W przypadku żółwi jednym z rozwiązań może być przeniesienie zwierzęcia do odpowiedniego azylu lub miejsca, z którego nie będzie mogło ponownie przedostać się do środowiska naturalnego.
Najpierw obserwujmy, później pomagajmy
Najważniejsza zasada podczas wakacyjnych spotkań z dziką przyrodą jest prosta: nie każde zwierzę, które wygląda na samotne lub bezradne, potrzebuje ratunku.
W pierwszej kolejności dajmy pierwszeństwo tym procesom naturalnym, ale oczywiście, jeżeli mamy taką potrzebę, ratujmy
– podsumowuje Łukasz Lis.
Zamiast działać pod wpływem emocji, warto przez chwilę obserwować zwierzę. Jeżeli mamy wątpliwości, najlepiej skonsultować sytuację ze specjalistami. W przypadku dzikiej przyrody czasem najlepszą pomocą jest właśnie… nieprzeszkadzanie.
Barbórka szuka domu
Tym razem nowego domu szuka Barbórka, około dwuletnia biało-bura kotka znajdująca się pod opieką Fundacji Felineus. Jej historię przedstawiła Karolina Stępień z fundacji.
Barbórka trafiła pod opiekę wolontariuszy razem ze swoimi kociętami. Imię nie jest przypadkowe – dzielna kocia mama ukryła swoje maluchy na węglu, dlatego cała rodzina została znaleziona mocno ubrudzona. Kocięta są już odchowane i zarówno one, jak i ich mama mogą rozpocząć poszukiwania własnych domów.
Jak opowiada Karolina Stępień, Barbórka jest spokojną, łagodną i bardzo towarzyską kotką. Lubi kontakt z człowiekiem, chętnie podchodzi po głaskanie i domaga się uwagi. Potrafi korzystać z kuwety, jest już po zabiegu kastracji, została odrobaczona i zaszczepiona.







