Zniszczenia na ulicach francuskich miast
Na ulicach wielu francuskich miast wciąż widać ślady wielogodzinnych starć z policją i plądrowania sklepów. Zalegają śmieci, potłuczone szkło i pozostałości po spalonych barykadach. Wielu komentatorów mówi o „bezprecedensowych scenach”, zwracając uwagę na skalę aktów wandalizmu w dziesiątkach miast. Mówi się również o „upokorzeniu Republiki” w związku z licznymi atakami na budynki publiczne i symbole państwa.
Politycy przerzucają się odpowiedzialnością za zamieszki
Władze jednoznacznie wskazują winnych zamieszek.
To ultralewica, która chce szerzyć przemoc i traktuje te wydarzenia jako rozgrzewkę przed wyborami prezydenckimi – ocenia premier Sébastien Lecornu.
Część prawicy idzie dalej, mówiąc o sojuszu skrajnej lewicy z chuliganami z imigranckich dzielnic.
Lewica odpiera te zarzuty, oskarżając władze o celowe doprowadzenie do chaosu. Podkreśla, że zamieszki odwróciły uwagę od skali pokojowych demonstracji, w których uczestniczyło ponad pół miliona Francuzów.
Władze nie przewidziały skali protestów
Zdaniem wielu komentatorów władze nie przewidziały ani tak dużej mobilizacji, ani skali przemocy.







