Lekarze i policjanci działali równocześnie
Profesor Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak jedli obiad w restauracji w pobliżu miejsca, gdzie doszło do strzelaniny. Po usłyszeniu strzałów i zauważeniu rannych natychmiast zaangażowali się w pomoc.
Dr Wierdak, który jest chirurgiem urazowym, podkreślał profesjonalne zachowanie policjantów. Gdy przedstawił się jako lekarz, funkcjonariusze umożliwili chirurgom prowadzenie działań ratowniczych, a sami zajęli się zabezpieczeniem terenu.
– Profesjonalnie funkcjonariusze podeszli, bo ja, kiedy tylko się przedstawiłem, że jestem chirurgiem urazowym ze szpitala, to oni oddali nam pole do działań ratowniczych, takich żeby koordynować tę działalność, natomiast oni zajęli się zabezpieczeniem – mówił dr Mateusz Wierdak.
Jak zaznaczył, obecność dużej liczby policjantów pozwoliła zabezpieczyć teren. Lekarze, mimo stresu związanego z sytuacją, mogli skupić się na udzielaniu pomocy.
„Tam nie było ratowników i karetki”
Profesor Michał Pędziwiatr odniósł się również do pojawiających się opinii, że lekarze nie zrobili więcej, niż mogliby zrobić ratownicy medyczni.
– Prawda, myśmy nie zrobili absolutnie nic więcej niż zrobiliby to ratownicy. Właściwie to zrobiliśmy mniej niż zrobiliby to ratownicy z karetki. Jest tylko jeden taki problem, że tam nie było ratowników i karetki – wyjaśniał.
Jak dodał, w związku z dużą liczbą rannych zespoły ratownictwa medycznego zostały skierowane na Rynek. Lekarze znajdujący się na miejscu pomagali więc do czasu przyjazdu zespołów ratownictwa.
Pomagali także przypadkowi świadkowie
Rannym pomagali nie tylko lekarze. W działania zaangażowali się również przypadkowi świadkowie, wśród nich między innymi pielęgniarka.
Profesor Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak podkreślali, że w pierwszych minutach po strzelaninie wszyscy znajdujący się w pobliżu starali się zrobić to, co było możliwe, by pomóc poszkodowanym.
Obaj chirurdzy są związani ze Szpitalem Uniwersyteckim w Krakowie.







