Kulisy „polskiej afery Epsteina”
Wieloletnie dochodzenie dziennikarzy Onetu i Gońca wykazało, że dotychczasowa narracja wokół afery podkarpackiej była w dużej mierze fikcją, podtrzymywaną przez polskie służby. Przez lata sądzono, że państwo chroniło właścicieli agencji towarzyskich, ponieważ ci skorumpowali lokalnych funkcjonariuszy. Tymczasem bracia Rysicz byli lojalnymi współpracownikami polskiej policji, co zapewniło im ochronę i swobodę działania.
W zamian za współpracę ukraińscy sutenerzy otrzymywali nie tylko ochronę, ale także pieniądze za przekazywane informacje. Państwo pozwalało im na prowadzenie agencji towarzyskich, w których wykorzystywano kobiety do prostytucji. Policja regularnie wypłacała im wynagrodzenie za cenne doniesienia. Te ustalenia rodzą pytania o granice, jakie przekroczyły polskie służby, przyzwalając na wieloletnie krzywdzenie ofiar.
Afera podkarpacka: nowe fakty i kontrowersje
Afera podkarpacka od lat budzi ogromne emocje. Wątpliwości wokół śmierci Dawida Kosteckiego, znanego boksera i konkurenta braci Rysicz, oraz doniesienia o nagraniach z udziałem polityków w agencjach towarzyskich, sprawiły, że sprawa wymknęła się spod kontroli służb. W 2019 r. były oficer CBA Wojciech J. poinformował media o istnieniu nagrań z udziałem ówczesnego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, które miały zostać zarejestrowane w jednym z lokali prowadzonych przez braci Rysicz. Niedługo później Dawid Kostecki został znaleziony martwy w celi, co wywołało kolejną falę spekulacji.
W 2026 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Wojciecha J. za pomówienie Marka Kuchcińskiego, uznając, że przekazane przez niego informacje nie były prawdziwe. Jednak dziennikarze dotarli do czterech niezależnych źródeł, które potwierdzają, że bracia Rysicz od początku lat 2000. byli tajnymi współpracownikami CBŚ. Dzięki ich informacjom polska policja odnosiła sukcesy w walce ze zorganizowaną przestępczością.
Dziwne wyroki i układ z gangsterami
Aleksiej i Jewgienij Rysicz rozpoczęli działalność na Podkarpaciu w latach 90., tworząc sieć ekskluzywnych agencji towarzyskich. W 2005 r. zostali zatrzymani przez organy ścigania i oskarżeni o czerpanie korzyści z nierządu oraz udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Mimo że groziło im do 10 lat więzienia, prokurator zażądał dla nich jedynie roku w zawieszeniu na dwa lata. Bracia dobrowolnie poddali się karze i szybko wrócili do prowadzenia interesów.
W 2016 r. bracia Rysicz oraz kilku funkcjonariuszy CBŚ, w tym Daniel Ś., zostali zatrzymani przez ABW. Prokuratura potwierdziła, że grupa policjantów roztoczyła parasol ochronny nad agencjami prowadzonymi przez Ukraińców. Mimo to sąd ponownie wymierzył im zaskakująco łagodne kary — rok i półtora roku więzienia.
Oferta nie do odrzucenia
Na początku lat 2000. polska policja postanowiła nie wsadzać braci Rysicz do więzienia, lecz zaproponować im współpracę. Jeden z informatorów wyjaśniał, że policja uznała, iż współpraca z gangsterami może przynieść wymierne korzyści. Bracia mieli wybór: albo przejdą na stronę służb, albo spotkają ich poważne konsekwencje.
Według rozmówców dziennikarzy, współpraca z Rysiczami okazała się bardzo efektywna. Dzięki ich informacjom polska policja przeprowadzała skuteczne akcje zarówno w kraju, jak i za granicą, często we współpracy z ukraińskimi i czeskimi służbami. Były oficer policji podkreślał, że operacje prowadzone przez podkarpacki CBŚ przebiegały wyjątkowo sprawnie właśnie dzięki informacjom od braci.
Wszystkie medialne doniesienia o rzekomym szantażowaniu służb przez braci Rysicz były, według informatorów, celowo wykreowaną przykrywką, mającą chronić prawdziwy charakter operacji. Niskie wyroki, jakie otrzymywali gangsterzy, wynikały z faktu, że sądy były informowane o ich agenturalnej działalności, choć ta informacja nie trafiała do opinii publicznej.
Współpraca za pieniądze
Bracia Rysicz regularnie otrzymywali od CBŚ wynagrodzenie za przekazywane informacje. Kwoty nie były dokładnie określone, ale za poważne doniesienia umożliwiające wykrywanie dużych przestępstw współpracownicy policji mogli liczyć na około 10 tys. zł. Bracia przekazywali kluczowe informacje o grupach przestępczych działających w Polsce, a czasem nawet brali udział w ich rozpracowywaniu.
Jeden z informatorów opisywał, że bracia bezpośrednio przekazywali policji informacje o przestępcach, co było bardzo ryzykowne, ponieważ nie korzystali z pośredników. Wspominał też, że dzięki nim udało się rozpracować m.in. plantację marihuany należącą do Chińczyków.
Lokale braci Rysicz służyły także do tzw. legendowania policjantów pracujących pod przykryciem. Funkcjonariusze bawili się w ich klubach, a bracia wystawiali im referencje, które później wykorzystywano do nawiązywania kontaktów z grupami przestępczymi.
Zyski większe niż koszty
Współpraca z gangsterami budziła jednak poważne wątpliwości moralne. Były oficer CBŚP przyznał, że formalnie współpracownikom policji przypomina się o zakazie popełniania przestępstw, ale w praktyce jest to fikcja.
— Ktoś, kto myśli, że tak to działa, jest oderwany od rzeczywistości. Wiadomo, że ci wszyscy ludzie popełniają przestępstwa. W kościele bandziorów nie złapiesz. Musisz szukać wśród sk********. Nie ma innej opcji
— tłumaczył.
Bracia Rysicz nie tylko czerpali zyski z sutenerstwa, ale także werbowali kobiety z Ukrainy pod pretekstem legalnej pracy, a na miejscu zmuszali je do prostytucji. Drugi z rozmówców podkreślał, że część policjantów uważała, iż korzyści ze współpracy przewyższały straty, ponieważ pozwalały zwalczać poważniejsze przestępstwa.
Zabawa na koszt braci
Najwięcej na współpracy z braćmi zyskał Daniel Ś., podkarpacki policjant, który z czasem stracił kontrolę nad swoimi działaniami. Według informatorów, lokal braci stał się popularnym miejscem spotkań rzeszowskich policjantów, a także funkcjonariuszy z Komendy Głównej Policji.
— Trzeba sobie jasno powiedzieć, że rzeszowski CBŚ często imprezował w lokalu braci, choć za własne pieniądze. No bo jak chcieli się napić wódeczki, to wiadomo, że jechali do swojej knajpy
— relacjonował jeden z rozmówców.
W klubie pojawiali się także lokalni notable, którzy czuli się tam bezpiecznie. Były oficer CBŚ wspominał, że Daniel Ś. przywoził prostytutki na policyjne imprezy, gdzie pełniły rolę cheerleaderek.
— Jak były np. rozgrywki w siatkówkę w Komendzie Głównej, to Daniel Ś. zawsze z 4-5 paniami przyjeżdżał. Rzecz jasna brał je od braci, bo skąd? No i one w tej Komendzie Głównej za cheerleaderki robiły, z tymi pomponami biegały, a ci wszyscy generałowie napinali się przed nimi, popisywali, flirtowali… No, kabaret to był
— opowiadał.
Granice przekroczone
Według informatorów, Daniel Ś. zarejestrował braci Rysicz jako swoich współpracowników, co pozwalało mu ostrzegać ich przed zainteresowaniem innych służb i eliminować konkurencję. Z czasem jednak przekroczył granicę, uzależniając się od seksu i korzystając z darmowych usług oraz alkoholu oferowanych przez braci.
— Daniel niestety przekroczył tę granicę. Zresztą zdawał sobie z tego sprawę. Pamiętam, że jak na jednej imprezie policyjnej popił, to mówił, że dłużej tego wszystkiego nie wytrzyma. Ciążyło mu to niesamowicie
— wspominał były oficer CBŚP.
Co z nagraniami?
W tamtym okresie SBU była służbą kontrolowaną przez Rosjan, co dodatkowo komplikowało sytuację. Procesy w sprawie afery podkarpackiej wciąż trwają, a agencje prowadzone przez braci Rysicz już od lat nie funkcjonują. W lutym tego roku minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział wznowienie śledztwa w sprawie afery podkarpackiej. Decyzja ta została podjęta po wniosku adwokata i posła Romana Giertycha, który działał w imieniu rodziny Dawida Kosteckiego.
Tekst jest autorstwa dziennikarzy Onetu i Gońca. Materiał publikujemy w ramach współpracy Polskiego Radia Rzeszów z Onetem.



![Rowerzystka potrącona po zderzeniu dwóch aut w Tarnobrzegu [AKTUALIZACJA] 4 - Polskie Radio Rzeszów Dachowanie Audi w Pakoszówce. Dwie osoby ranne [AKTUALIZACJA]](https://radio.rzeszow.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC08691-1-350x250.jpg)



