Posłuchaj rozmowy
O tym, jak współczesna polszczyzna radzi sobie z feminatywami, Szymon Taranda rozmawia z prof. Marią Krauz z Instytutu Neofilologii, Katedry Lingwistyki Stosowanej, Zakładu Teorii Komunikacji Językowej Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Współczesny Język PolskiNajważniejszy jest szacunek do rozmówcy
Jak podkreślała językoznawczyni, w sytuacji oficjalnej warto kierować się zdrowym rozsądkiem i troską o to, by nie urazić osób, z którymi rozmawiamy.
Jeśli nie znamy preferencji naszego audytorium, a możemy użyć nazw żeńskich i męskich, warto to zrobić. Zamiast zwracać się wyłącznie do „studentów”, można powiedzieć: „Witamy serdecznie studentki i studentów na wykładzie”.
Nie zawsze jednak da się przewidzieć, jakiej formy oczekuje konkretna osoba. Niektóre kobiety pełniące funkcje publiczne preferują formy męskie, na przykład „pani poseł”, inne wybierają żeńskie „pani posłanka”.
Dziennikarz powinien zapytać
W przypadku rozmów oficjalnych, zwłaszcza wywiadów, dobrym rozwiązaniem może być wcześniejsze ustalenie, jak zwracać się do gościa.
– Dziennikarzom zwykle na spotkaniach radzę: proszę zapytać przed spotkaniem, kto jakiej formy oczekuje – mówi prof. Maria Krauz.
Jak zaznacza, język zmieniają przede wszystkim jego użytkownicy, a nie sami językoznawcy. Dlatego nowe formy powinny mieć czas, by stopniowo wejść do codziennego użycia.
Nie bójmy się feminatywów
Prof. Maria Krauz zwraca uwagę, że sama chętnie używa zarówno określenia „językoznawca”, jak i „językoznawczyni”. Jej zdaniem nie należy obawiać się feminatywów, ponieważ język polski ma duże możliwości tworzenia nazw żeńskich.
– Nie bójmy się feminatywów. Język polski jest językiem naprawdę pięknym, ma takie duże systemowe możliwości do nazywania kobiet i wprowadzania nazw żeńskich – podkreśla.
Jednocześnie zaznacza, że nowe formy powinny pojawiać się w języku naturalnie, bez niepotrzebnych napięć. Zbyt kategoryczne podejście do tego, czy dana forma jest właściwa, nie sprzyja spokojnej komunikacji.
Dlaczego niektóre feminatywy brzmią obco?
Nie wszystkie żeńskie nazwy zawodów przyjmują się równie łatwo. Jako przykład rozmówczyni podała słowo „muzyczka”.
W polszczyźnie funkcjonują już takie określenia jak „skrzypaczka”, „śpiewaczka”, „harfistka” czy „wiolonczelistka”. Natomiast żeński odpowiednik ogólnego słowa „muzyk” wciąż może brzmieć dla części osób nietypowo.
– To razi, rzeczywiście jest to wyraz, który brzmi dla nas trochę obco – mówi prof. Maria Krauz.
Zwraca uwagę, że „muzyczka” może kojarzyć się również ze zdrobnieniem od słowa „muzyka”. Przypomina też opinię prof. Jana Miodka, który przekonywał, że nie ma powodu, by takiego słowa nie polubić.
Język potrzebuje czasu
Zdaniem prof. Marii Krauz nowe feminatywy powinny mieć możliwość stopniowego zadomowienia się w polszczyźnie. Osłuchanie z nowymi formami może sprawić, że z czasem przestaną budzić zdziwienie.
Warto pamiętać, że język jest narzędziem komunikacji, a nie powodem do niepotrzebnych sporów. W oficjalnych sytuacjach najważniejsze pozostają szacunek, uważność i dostosowanie formy wypowiedzi do rozmówcy.







