Posłuchaj relacji
Relację przygotowała Natalia Toropiła.
Inscenizacja walk z września 1944 roku
Inscenizacja nawiązywała do walk z 8 i 9 września 1944 roku. Jak wyjaśnia Mateusz Such, dyrektor Muzeum Historycznego w Dukli, przedstawiono atak, który w rzeczywistości rozgrywał się w okolicach Wrocanki, Machniówki i Bóbrki.
– Wówczas żołnierze z 1. Czechosłowackiego Korpusu Armijnego trafili pod silny opór niemieckich karabinów maszynowych i ponieśli wielkie straty – przypomina.
Bitwa Karpacko-Dukielska była częścią operacji, która jesienią 1944 roku objęła tereny dzisiejszego południowo-wschodniego regionu Polski i północno-wschodniej Słowacji. Walki należały do najcięższych zmagań górskich podczas II wojny światowej. Ich przebieg dodatkowo komplikowały warunki pogodowe.
– Początkowo pogoda była wyśmienita, ale po 21 września 1944 roku przyszło załamanie. Warunki bardzo się zmieniły, co znacznie utrudniło walki – mówi Mateusz Such.
Kilka miesięcy przygotowań
Choć sama inscenizacja trwała około godziny, przygotowania do niej rozpoczęły się kilka miesięcy wcześniej.
Daniel Uraj, reprezentujący preszowskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej Dukla, podkreśla, że ma doświadczenie w przygotowywaniu podobnych wydarzeń. Na Słowacji robią to od ponad 15 lat.
– Całe przygotowanie trwa mniej więcej trzy-cztery miesiące – mówi.
Rekonstruktorzy muszą nie tylko przygotować mundury i wyposażenie, ale także dokładnie poznać wydarzenia, które mają odtworzyć.
Tomasz Szudrowicz z grupy rekonstrukcji historycznej Woroszyłowcy zwraca uwagę, że najpierw trzeba zdobyć wiedzę o konkretnym epizodzie i wyposażeniu poszczególnych armii.
– Mundury szyjemy sami, część oporządzenia jest oryginalna, część to repliki. Trzeba to wszystko zdobyć, przygotować i dopasować do danej scenerii – wyjaśnia.
Na dukielskim polu pojawiły się także ciężkie pojazdy, transporter opancerzony, pirotechnika oraz lotnictwo. Wszystkie elementy musiały zostać ze sobą dokładnie zsynchronizowane.
– To wszystko musi zostać zgrane, żeby było nie tylko widowiskowo, ale przede wszystkim bezpiecznie – zaznacza Tomasz Szudrowicz.
Szczególnym wyzwaniem było połączenie pirotechniki z przelotem samolotu.
– Samolot, jeżeli już wystartuje, to musi lecieć. Pirotechnicy w tym momencie muszą odpalić ładunki, żeby było realistycznie. Te elementy muszą zagrać precyzyjnie – dodaje rekonstruktor.
„To się działo naprawdę”
Na rekonstrukcję przyjechało wielu gości, m.in. z Polski czy Słowacji. Dla części z nich wydarzenie było okazją do zobaczenia historii w zupełnie innej formie.
Jeden z widzów przyznał, że podczas inscenizacji przypomniały mu się relacje starszych osób, które pamiętały wojenne wydarzenia.
– …co tu się działo faktycznie te 80 lat temu. To jak starsze osoby mówiły ze łzami w oczach, że tutaj fosami krew płynęła… – wspomina.
Jego zdaniem zainteresowanie wydarzeniem pokazuje, że podobne inscenizacje mogą na stałe wpisać się w kalendarz Dukli.
– Jakby to powtórzyli w przyszłym roku, to tutaj zabrakłoby miejsca na tych polach. Super sprawa – mówi.
Pan Józef Mrozowski przyjechał z Kielc do Dukli transporterem opancerzonym Sd.Kfz.251, który budował własnoręcznie przez ponad 20 lat.
Jak podkreśla, okolice Dukli mają szczególne znaczenie historyczne.
– To miejsce jest szczególnie historyczne dla Polaków, ponieważ i pierwsza, i druga wojna światowa pozostawiły tutaj piętno tej morderczej walki – mówi.
Jego zdaniem organizowanie takich wydarzeń pozwala nie tylko przypominać historię regionu, ale także przekazywać ją kolejnym pokoleniom.
– To będzie przekaz dla następnych pokoleń – dodaje.
Historia, której można dotknąć
Organizatorzy podkreślają, że rekonstrukcja nie ma być wyłącznie widowiskiem. Jej zadaniem jest również przypomnienie o ludziach i wydarzeniach, które przez lata mogły pozostawać poza głównym nurtem pamięci historycznej.
Bitwa Karpacko-Dukielska pozostaje bowiem stosunkowo mało znanym epizodem II wojny światowej w Polsce. Tymczasem jesienią 1944 roku w rejonie Dukli i Przełęczy Dukielskiej toczyły się niezwykle ciężkie walki.
W niedzielę można było nie tylko o nich usłyszeć, ale również zobaczyć ich inscenizację z bliska, co dla wielu widzów było dość nietypową, ale niezwykle interesującą lekcją historii.
Czy historia ponownie ożyje w Dukli za rok? Na zakończenie wydarzenia organizatorzy podkreślali, iż mają nadzieję, że odbędą się kolejne edycje, które przyciągną jeszcze więcej uczestników tego niezwykłego wydarzenia.
Tekst/ Fot: Natalia Toropiła







