Posłuchaj rozmowy Moniki Domino
Gość Dnia„Rosja boi się NATO”
Komentując ostatnie wypowiedzi Radosława Sikorskiego i reakcję Kremla, dr Maciej Milczanowski zwraca uwagę na sposób, w jaki Rosja od lat postrzega bezpieczeństwo. Szef polskiej dyplomacji mówił podczas wizyty w Kijowie o potencjale europejskich państw NATO w konfrontacji z Rosją. Na te słowa odpowiedział doradca Władimira Putina Nikołaj Patruszew, który zagroził, że Rosja może zniszczyć Polskę.
Zdaniem eksperta istotne jest to, że rosyjska odpowiedź została skierowana przeciwko Polsce, a nie całemu Sojuszowi. Jak podkreśla, można odczytywać to jako pośrednie potwierdzenie znaczenia NATO.
Rosja boi się NATO, bała się zawsze NATO i zawsze odnosiła swoje bezpieczeństwo do NATO.
Milczanowski przypomina, że przez lata rosyjska narracja dotycząca bezpieczeństwa była budowana wokół zagrożenia ze strony całego Sojuszu, a nie pojedynczych państw.
NATO bez USA nadal ma przewagę
W ocenie eksperta ewentualne osłabienie więzi Stanów Zjednoczonych z Europą miałoby znaczenie dla funkcjonowania NATO. Sojusz bez USA byłby słabszy, gorzej zorganizowany i gorzej dowodzony. Nie oznacza to jednak, że europejskie państwa NATO nie dysponują potencjałem pozwalającym na przeciwstawienie się Rosji. Problemem pozostaje przede wszystkim poziom integracji i przygotowania poszczególnych armii.
Nawet NATO bez Stanów Zjednoczonych byłoby w stanie pokonać Rosję.
Jak zaznacza Milczanowski, potrzebne są jednak wspólne ćwiczenia, plany oraz dalsze wzmacnianie systemów sojuszniczych.
Europa musi mocniej odstraszać Rosję
Według eksperta słowa Radosława Sikorskiego można postrzegać jako element komunikacji strategicznej. W jego ocenie Rosja od dawna wykorzystuje różne formy presji i zastraszania wobec Europy, podczas gdy reakcja europejskich państw pozostaje niewystarczająca.
W kontekście trwającej wojny w Ukrainie i kolejnych zdarzeń w pobliżu polskiej granicy Milczanowski zwraca uwagę, że jednym z celów Rosji jest ograniczenie europejskiego wsparcia dla Ukrainy oraz pogłębianie podziałów w europejskich społeczeństwach.
Dlatego właśnie potrzeba większej mobilizacji w Europie, bardziej stanowczego tonu.
Ekspert podkreśla, że rosyjskie reakcje na stanowisko państw europejskich nie powinny być zaskoczeniem. Za kluczowe uznaje natomiast utrzymanie wiarygodnych zdolności odstraszania.
My musimy robić swoje i tylko dzięki odstraszaniu możemy wojnę powstrzymać.
Dron wyłowiony z Bałtyku — różne scenariusze
Milczanowski odniósł się również do drona wyłowionego z Bałtyku w rejonie Rusinowa koło Jarosławca. Wokół jego pochodzenia pojawiły się różne interpretacje. Sam wygląd urządzenia nie pozwala jednoznacznie wskazać, kto je wykorzystywał.
Jak wyjaśnia, zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy przejmują drony przeciwnika. Oznacza to, że określenie typu konstrukcji nie musi być równoznaczne z ustaleniem jej użytkownika.
To mogą być bardzo różne scenariusze. Bo pojawiają się różne interpretacje tego zdarzenia.
Ekspert krytycznie ocenia przedstawianie jednoznacznych wniosków na podstawie materiałów znalezionych w internecie. Jego zdaniem w obecnej sytuacji bezpieczeństwa szczególnie istotne jest unikanie niezweryfikowanych tez.
Jesteśmy naprawdę w fazie ostrego konfliktu z Rosją. Rosja nam zagraża.
W okresie kryzysu politycznego, geopolitycznego, a być może również militarnego, potrzebne jest odpowiedzialne podejście do informacji dotyczących bezpieczeństwa.
Europejska strategia bezpieczeństwa
Zapowiedzi Komisji Europejskiej dotyczące nowej Europejskiej Strategii Bezpieczeństwa zakładają między innymi utworzenie mechanizmu wzorowanego na artykule czwartym traktatu NATO oraz powołanie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa.
Maciej Milczanowski ocenia ten kierunek jako właściwy, ale jednocześnie zwraca uwagę na tempo wdrażania zapowiadanych rozwiązań. Jak podkreśla, między przedstawieniem założeń a ich faktyczną realizacją może upłynąć dużo czasu.
W ocenie eksperta europejskie państwa powinny szybciej przekładać deklaracje dotyczące bezpieczeństwa na konkretne działania i rozwiązania wzmacniające wspólną politykę bezpieczeństwa.
Stałe bazy amerykańskie w Polsce
Stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce, zdaniem Macieja Milczanowskiego, może mieć inne znaczenie dla bezpieczeństwa niż obecność wojsk w ramach baz rotacyjnych. Ekspert zwraca uwagę przede wszystkim na trwałość infrastruktury oraz jej powiązanie z amerykańskim systemem logistycznym.
Odwołując się do własnej wizyty w amerykańskiej bazie w Niemczech podczas ćwiczeń z udziałem XXI Brygady Strzelców Podhalańskich, Milczanowski opisuje ją jako rozbudowany kompleks infrastrukturalny, silnie zintegrowany z amerykańskimi sieciami logistycznymi.
To jest tak głęboko połączone z infrastrukturą państwa, że mieliśmy przykład tego, kiedy Donald Trump chciał wycofywać bazę niemiecką.
Taka infrastruktura jest znacznie trudniejsza do wycofania niż siły rozmieszczone w ramach obecności rotacyjnej. Likwidacja stałej bazy jest bardziej złożonym i długofalowym procesem, co może mieć znaczenie dla trwałości amerykańskiej obecności wojskowej.
Donald Trump, Rosja i Ukraina
Wśród tematów dotyczących polityki Stanów Zjednoczonych znalazły się również wypowiedzi Donalda Trumpa dotyczące wojny rosyjsko-ukraińskiej, ataków na obiekty energetyczne oraz cen oleju napędowego.
Maciej Milczanowski krytycznie ocenia sposób, w jaki prezydent USA przedstawia te kwestie. W ocenie eksperta Trump próbuje przenosić na Ukrainę odpowiedzialność za część problemów związanych z przebiegiem wojny i jej konsekwencjami.
Pojawiają się sprzeczności, które ekspert dostrzega w wypowiedziach Trumpa dotyczących rosyjskich surowców energetycznych. Chodzi o jednoczesne nakładanie sankcji na rosyjski sektor energetyczny i wskazywanie ograniczenia sprzedaży rosyjskiej ropy jako czynnika wpływającego na wzrost cen.
Sankcje wobec Rosji i polityka USA
Projekt ustawy dotyczącej sankcji wobec Rosji oraz ceł na towary z państw kupujących rosyjską ropę i gaz ma trafić na biurko prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zdaniem Milczanowskiego podejście administracji USA do rosyjskich surowców energetycznych zawiera wewnętrzną sprzeczność.
Jeżeli Trump nakłada sankcje na ropę, a potem mówi, że właśnie uderzenia w ropę powodują wzrost cen, to on sam sobie zaprzecza.
Ekspert przypomina również, że Donald Trump wcześniej apelował do Indii i Chin o ograniczenie zakupów rosyjskiej ropy. W jego ocenie stanowisko prezydenta USA w tej sprawie jest niespójne.
Trump sam sobie przeczy, ale to nie przeszkadza jego zwolennikom ślepo wierzyć w każde jego słowo.







