Posłuchaj rozmowy Szymona Tarandy
Współczesny Język PolskiFeminatywy wymagają przyzwyczajenia
Tworzenie i stosowanie żeńskich form nazw zawodów może początkowo budzić wątpliwości językowe. Jak zauważyła prof. Maria Krauz, oswojenie się z nowymi formami wymaga przede wszystkim praktyki. Regularne używanie feminatywów pomaga rozwijać kompetencje językowe i sprawia, że początkowo nietypowe określenia stają się bardziej naturalne.
– Musimy tego po prostu używać – podkreśliła językoznawczyni.
Od krytyki do bardziej wyważonego podejścia
Podejście do feminatywów zmieniało się na przestrzeni lat. Jak przypomniała prof. Maria Krauz, w słownikach i publikacjach poprawnościowych z lat 60. i 70. XX wieku można było znaleźć opinie, że żeńskie nazwy są niepotrzebne, niepoprawne lub nieuzasadnione, ponieważ nie wypełniają luki w języku.
W tamtym okresie dążono do tego, aby jedna nazwa mogła odnosić się zarówno do kobiet, jak i mężczyzn. Współcześnie stanowiska językoznawców są bardziej wyważone. Zamiast jednoznacznie odrzucać nowe formy, częściej wskazuje się na potrzebę obserwowania zmian zachodzących w języku i sposobu, w jaki przyjmują je jego użytkownicy.
Młodzi użytkownicy chętniej stosują żeńskie nazwy
O tym, które formy utrwalą się w polszczyźnie, decydują przede wszystkim osoby posługujące się językiem. Zdaniem prof. Marii Krauz młodzi użytkownicy coraz chętniej sięgają po feminatywy, co może sprzyjać ich dalszemu rozwojowi.
Przykładem jest określenie „profesorka”, które pojawia się również w korespondencji kierowanej do językoznawczyni przez studentów. Jak zaznaczyła rozmówczyni Polskiego Radia Rzeszów, rozumie intencje osób wybierających taką formę.
Jednocześnie podkreśliła, że w komunikacji warto uwzględniać preferencje adresata. Zapytana o to, jak należy rozpoczynać korespondencję z nią, odpowiedziała, że pozostawia tę decyzję nadawcy.
„Student” czy „osoba studiująca”?
W rozmowie poruszono również kwestię określeń neutralnych pod względem rodzaju gramatycznego. W niektórych sytuacjach zamiast słów takich jak „student”, „pracownik” czy „wykładowca” stosuje się wyrażenia „osoba studiująca”, „osoba pracująca” lub „osoba wykładająca”.
Takie konstrukcje pozwalają uniknąć wskazywania rodzaju, ale są dłuższe od tradycyjnych nazw. Zdaniem prof. Marii Krauz może to ograniczać ich upowszechnienie, zwłaszcza w codziennej komunikacji ustnej.
– Ekonomiczność językowa i dążność do skrótu jest duża, a dwa wyrazy zamiast jednego nie są na pewno rozwiązaniem, które się w języku utrwali szybko – wyjaśniła językoznawczyni.
Zwróciła także uwagę na potrzebę zachowania ogólnego znaczenia takich słów jak „lekarz”, „artysta”, „pisarz”, „student” czy „pracownik”. Jej zdaniem warto dbać o to, aby nadal mogły one oznaczać osobę wykonującą określoną czynność lub pełniącą daną funkcję, bez konieczności każdorazowego wskazywania płci.
Język reaguje na zmiany społeczne
Prof. Maria Krauz podkreśliła, że polszczyzna pozwala wyrażać wiele odcieni znaczeniowych i emocjonalnych. Dlatego zmiany językowe warto obserwować z uwzględnieniem zarówno potrzeb użytkowników, jak i funkcji, które pełnią poszczególne słowa.
Rozwój feminatywów, stosowanie nazw neutralnych oraz przywiązanie do tradycyjnych form pokazują, jak język reaguje na zmiany społeczne i komunikacyjne. Ostatecznie to użytkownicy polszczyzny zdecydują, które rozwiązania wejdą do powszechnego użycia.
O tym, jak poprawnie stosować feminatywy, z prof. Marią Krauz rozmawiał Szymon Taranda w audycji „Współczesny język polski” na antenie Polskiego Radia Rzeszów.







