Z Połoniny Caryńskiej przed Sejm
Kilkadziesiąt osób z Bieszczad oraz mieszkańcy Warszawy związani z regionem pojawili się przed Sejmem, by apelować o utrzymanie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Lesku. Przywieźli 5677 podpisów pod apelem do premiera.
Podpisy wcześniej symbolicznie złożono w drewnianej skrzyni na Połoninie Caryńskiej. Stamtąd — jak mówili organizatorzy — ruszyły „po bieszczadzku” do Warszawy.
Duszan Augustyn z Ruchu Społecznego w Obronie Szpitala w Lesku i inicjator akcji mówił, że obecny system finansowania, w którym „pieniądze idą za pacjentem”, nie działa w regionach słabo zaludnionych. Jak podkreślał, Bieszczady potrzebują szczególnego traktowania, ponieważ życie w tym regionie różni się od życia w dużych aglomeracjach.

Pracownicy szpitala: sytuacja jest krytyczna
Przed Sejmem głos zabrali także pracownicy leskiej placówki. Zofia Bosak, wiceprzewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych działającego przy szpitalu w Lesku, mówiła, że placówka jest „na skraju przepaści”. Dodała, że od kilku miesięcy pracownicy nie otrzymują pełnych wynagrodzeń.
Anna Sabik, pracowniczka Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, ostrzegała, że zamknięcie SOR-u może uderzyć w cały system ratownictwa medycznego w Bieszczadach. Jak mówiła, teren jest wymagający, a czas zabezpieczenia pacjenta i przetransportowania go do karetki już teraz bywa długi. Podkreślała, że w ratowaniu życia liczy się czas.

Mieszkańcy boją się o bezpieczeństwo
Agnieszka Bąk, sołtys sołectwa Jankowce, wystąpiła jako mieszkanka regionu i pacjentka leskiego szpitala. Mówiła, że mieszkańcy obawiają się utraty podstawowego bezpieczeństwa zdrowotnego. Apelowała, by przy podejmowaniu decyzji dotyczących szpitala brać pod uwagę nie tylko finanse, ale przede wszystkim zdrowie i życie ludzi.
Sprawa SOR-u jest częścią szerszej dyskusji o przyszłości zadłużonego szpitala w Lesku. Jednym z rozważanych pomysłów jest zamiana oddziału ratunkowego na tańszą w utrzymaniu izbę przyjęć. Trwają też rozmowy o możliwym przejęciu placówki przez Kliniczny Szpital Uniwersytecki w Rzeszowie.
Mieszkańcy i pracownicy szpitala przekonują, że bez SOR-u wydłuży się czas dotarcia do pilnej pomocy, a pacjenci będą trafiać m.in. do Sanoka, Brzozowa, Przemyśla lub Rzeszowa.








